Czy mówienie o swoim sakramentalnym współmałżonku "mój były mąż", "moja była żona" jest jakąś formą zdrady (Boga i współmałżonka), czy li tylko brakiem świadomości nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa?
Przecież dla Boga sakramentalny związek małżeński - niezależnie od sytuacji - trwa i Bóg zawsze takich małżonków, z którymi zawarł nierozerwalne przymierze widzi razem jako aktualnych (a nie byłych) małżonków.
Nie przesadzaj. Czasami tak mówię albo napiszę i nie jest to brak świadomości nierozerwalności sakramentu.
Trudno mi byłoby coś załatwic np. w urzędzie, mówiąc "mój sakramentalny mąż". Od czasu do czasu muszę powiedzieć, aby być dobrze zrozumianą - w świetle prawa świeckiego jestem rozwódką.
Oczywiście, że nikt mnie "nie zwolnił" z przysięgi małżeńskiej.
Pozdrawiam
Hej Laseczki !
Mówienie o kimś ( no mężu), że to mój były mąż....jest przeszkodą w ratowaniu małżeństwa !
mamiętajcie, że nasze MYŚLI I SŁOWA mają moc sprawczą ! To co mówimy, ba, to co myslimy...to sie dzieje ! Więc ostrożne z takimi słowami !
Oczywiście wiem, że w urzedach trzeba sie określać jasno....to mój były mąż.....ale też ważne jest to co mamy w sercu ! Ten facet, który przysięgał mi przed Bogie, zawsze będzie moim mężem ! Jest i już !!
Natomiast , takie świdome, czy nieświadome paplanie...żartowanie, bleblanie, gadanie...tak naprawdę uświadamia i temu mężowi, że jest juz zwolniony !! Żonie, że właściwie nie ma juz nadziei !!! A wszystkim wokół, że to naprawdę sie skończyło !
A to NIGDY sie nie skończy ! Bo w sercu jest ślad sakramentu- permanentne poczucie winy, że sie kogoś skrzywdziło ( czasem długo nieuświadomiony!). No i jest dar od Boga -dar z okazji sakramentu - jesteśmy nierozerwalni = jesteśmy jedno !
A hasło- mój były mąż, czy była żona....to tylko slogan wsółczesnego świata !
Więc bez nerw !! Wszystko ok i dokładnie wiemy o co chodzi Andrzejowi i Dziewczynom ! To tylko slowa wspólczesnego świata, które w naszym sercu nie maja znaczenia, są tylko dla urzędników ! Pozdro !! EL.
Problem jest i nie ma co twierdzić, że to "przesada"
Chrześcijanin zawsze był i będzie znakiem sprzeciwu w świecie, dlatego sformuowania: "moja ex" czy też "moja obecna żona" po prostu bolą
Na spotkaniach naszych "sychar" nie pamiętam imienia.. mówiła, że pomimo orzeczonego rowodu nosi obrączkę, co powoduje nierzadko zamieszanie w urzędach.. Ale w sumie ważne, że człowiek stara się pokazać na zewnątrz swoją spójną postawę wobec małżeństwa, w jakim się trwa. Jest to trudne
[cięcie] post nie na temat
Post był na temat- który został zaprezentowany powyżej- dotyczył dwulicowości.
jak najbardziej na temat dlatego przywracam
Witam Cię Kasiu- Fanko Moja!!!!
Jak założe klubik- to Prezeską zostaniesz- taka jesteś stała w uczuciach.
Albo męża mojego namówię- na nauki do Ciebie podeślę.
Rozejrzyj się dookoła- widzisz prawdziwe problemy?
Z chęcią Ci pomogę i pokazać mogę.
Ludzie wokoło mają je- poszukaj i tam kieruj energię.
Nie twórz zastępczych- bo to jest- hm- dziwne? Bzdetami się zajmować- poczytaj choćby wypowiedzi w innych tematach- to sobie przypomnisz- i może coś ciekawego poradzisz.
Tu jest miejsce do wprawek w giętkości języka- temacik zastępczy- w stylu- jak nie ma sie do czego przyczepić- to zróbmy bzdetny powód.
Oj ludzie, ludzie- małżeństwo to nie takie bzdety- to tak gwoli przypomnienia.
Ale wiem też- że miłością prawdziwie chcrześcijańską ani do mnie ani Olki nie pałasz.
Więc nie jestem zdziwiona Kasiu.
Miłego dnia.
Zula ! Ty nie bądź awanturnica ! Przecież ja pałam miłoscią !! EL.
[cięcie] tekst nie na temat
[ Dodano: 2007-02-22, 18:01 ]
Prośba do El.
Razi mnie określenie "laseczki", jest to uwłaczające mojej godności i odbieram jak lekceważenie kobiet.
Jak mamy oczekiwać szacunku od mężczyzn, jeśli same nie będziemy się szanować?
Na temat określenia "były" nie wypowiadam się, bo mnie ten temat na razie nie dotyczy i nie uważam, żebym miała prawo oceniać osoby, które są rozwiedzione i rozliczać ich z tego, jak określają swojego rozwiedzionego małżonka.
He he he- no dobra Andrzeju,
Przepięknie sie różnimy.
No- to Ci sie udało.
Uśmiecham się.
ps: ale czepialski jesteś kurde- i zdania nie zmienię.
a to akurat bzdety są.
[ Dodano: 2007-02-22, 18:55 ]
"Olu, skoro forum nie jest urzędem, to po co używać tego nieprawdziwego i bardzo szkodliwego - godzącego w przysiegę małżeńska określenia?"
Przesadzasz.
"Takie słowa jak "mój były mąż" nie tylko godzą w prawdę i szacunek dla sakramentalnych małżonków, ale mogą także niektórych obecnych tu na forum wiernych małżonków pragnących ratować swoje małżeństwa mocno zaboleć. Mnie bolą te słowa."
Nie powinny Cię boleć, bo nie jesteś mym byłym mężem, czy "mężem sakramentalnym po rozwodzie". Wiesz, jak to ostatnie dziwacznie brzmi? Jak trafię na katolika, to dopiero się zdziwi, wiedząc, że małżeństwo sakramentalne można tylko unieważnić. A mówiąc poważnie, proponuję kompromis. Na forum będę pisała "mój mąż", co zresztą bardzo często robię, a poza forum jednak "były mąż", bo to jest sformułowanie zrozumiałe dla wszystkich.
Jeśli bowiem na byłego męża, będę mówiła mąż, jeszcze sobie ktoś pomyśli, że niesakramentalnie wyszłam za mąż i przestałam być cywilną rozwódką.
O rety, Andrzeju, w życiu jest dużo więcej szkodliwszych zjawisk niż sformułowanie "były mąż". Gdyby się tak na nich bardziej skupić...
Pozostałe sformułowania wypróbuję, zwłaszcza "mąż, który się ze mną rozwiódł" , chociaż bardziej zgodne z prawdą byłoby "porzucił dla innej" (ale to byłby już rodzaj ekshibicjonizmu). A co tam, lubię eksperymentować, a i ludziom na co dzień należy się odrobina radości ode mnie.
Jeżeli mogę mówić "rozwiedziona" (chociaż nie ma rozwodów w kościele), to może mogłabym mówić "mój rozwodnik". Co o tym sądzisz?
Pozdrawiam
P.S. Szkoda, że nie można "eksiu", to takie sympatyczne i pieszczotliwe określenie.
P.P.S.S. Zuzę trochę poniosło, przecież ja wiem, że mnie bardzo lubisz, zresztą wzajemnie i cieszę się, że napisałeś zgodnie z prawdą:
"I nie jest prawdą, że Oli nie lubię, albo Ciebie. Można się lubieć i mieć różne poglądy, można przecież pięknie się różnić."
Dziękuję Ci zwłaszcza za to, że tak "pięknie się różnimy".
...
He he he- eksiu- brzmi dumnie.
Olka- to jakbyś go słownie obmacywała.
eksiu - to takie ciepłe i nostalgiczne. poufałe bardzo...
no mówię- obmacywanie gościa he he he ( tylko ciiiiiiiii- bo znowu obskoczę)
[ Dodano: 2007-02-22, 19:54 ]
Andrzeju, mnie nie musisz tłumaczyć, ja rozumiem o czym mówisz i sie zgadzam ! Ale zanim zrozumiałam , moja droga była długa....więc każdy potrzebuje czasu !Mnie jest przykro, jak słyszę te słowa od kogos innego, nawet nieznajomego- mój były, czy moja ex...źle mi z tym , ale też rozumiem, że inni potrzebują czasu na takie podejście.
Zresztą wiem, że wzyscy wiemy o co chodzi i każda z nas się zgada z Tobą.
Elzd, czy Laseczki, to brzydki, zły wyraz na określenie ślicznych koleżanek ? Kurcze...ja bym chciała, żeby ktos mnie tak....nawet facet..chcę być laską. No tego nie łapię , że mogłam urazić i ok...postaram się . Pozdro ! EL.
EL,
Dla mnie i dla Olki2 - zapytałam- potwierdziła
Jesteś Laska Kobita!!!!!!!
Olu 2 czy możesz mi powiedzieć gdzie jest strona na której rozmawiałysmy.Zawsze tu klikałam ,gdzie to wszystko jest?
Zuza, poważnie ?????
Kurcze, tak mnie chyba faceci szanowali, że mnie tego nigdy nie powiedzieli ..a ja tak tego pragnęłam !!
Kurcze...albo jestem brzydka ???
Ale jak mi mówisz, że jestem trochę laska, to wierzę i dzięki !!!! EL.
EL...
jaka trochę ????
Laska w pełnej krasie jesteś
Ło!!!!
A nie pisałam trochę.Napisałam Laska Kobita- bez trochę.
No pęlnowartościowa- bez ograniczeń i już.
Na dokładkę nie ja jedna TAK MYŚLĘ
El.
Dla mnie słowo "laska" kojarzy się z wulgarnością. I przykro mi, że tego nie rozumiesz.
Jak niby mamy uczyś szacunku swoje dzieci do kobiet, jak można wymagać, by szanowali nas mężczyźni, skoro same będziemy się poniżać?
Mam prawo wyrazić swoją opinię i wymagać, by na tym forum mnie i inne kobiety szanowano.
Jeszcze bardziej przykro się robi, gdy grzeczna uwaga wywołuje takie komentarze.
W polskim języku jest wiele słów na określenie kobiety, niekoniecznie musimy rozpowszechniać młodzieżowy żargon.
A ja tam wszystkim mówię, że w sądzie z nim ślubu nie brałam, więc nie będę go tam rozwiązywała. hłe... - oj podoba mi sie, zapisze sobie chyba!!
A teraz tak na serio na temat dyskusji. Faktycznie określenie "był" czy "eks mąż" razi, a jeszcze bardzie razi mnie określenie "moja obecna żona/mąż". Moim zdaniem to były może być chłopak z którym za rękę chodziłam w podstawówce i mogłam tak sobie o nim powiedzieć jak byłam w szkole średniej....
To jak mówimy nie tylko wpływa na nas samych ale tez na otoczenie, szczególnie na tych najmłodszych z naszego otoczenia, więc po co ich juz za młodu uczyć że to OKI takie podejście, przeciez chcemy wychować dzieci tak aby one nie miały takich problemów jak my.
Ale może nie potrzebnie się wypowiadam, bo mnie to nie dotyczy:)
A jeśli chodzi o stwierdzenie "laseczki" to mi się podoba i jak ktoś mi mówi że jestem laseczka to mi się podoba!
A na koniec - to się wszyscy bardzo różnimy i o to chodzi. I fajnie sobie czasem podyskutować tak konstruktywnie
ja tylko szybko napiszę - o moim mężu zawsze mówię po imieniu
a tak w ogóle to uważam, że są ważniejsze sprawy i wątki na forum
bo teoretyzowanie do niczego nie prowadzi
okopywanie się na swoich pozycjach też nie
a moim kochanym współzielonym przypominam - oto człowiek
Czy ktoś może mi powiedzieć gdzie jest ta strona ,zawsze tu wchodziłam a teraz okazuje sie że jest tu inne forum. OLA 2 OBUDŹ SIĘ.
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?p=20396#20396
lub tu szukasz
http://www.kryzys.org/viewforum.php?f=11
Dalilo nawalił mi komputer, więc wiadomości od Ciebie dotarły dopieraz teraz. Widzę jednak, że Elżbieta, podała adres. Dzięki Elżbieto.
"Boli mnie, bowiem w pośredni sposób godzi również w moje małżeństwo."
Boli mnie również, kiedy to słyszę, ale zupełnie z innych powodów. Myślę, Andrzeju, że u wielu osób też. Boli, bo ciągle przypomina, cierpienie, przez które przechodziliśmy, traumę (to Ci po rozwodzie). Boli, bo wyzwala strach, lęk przed tym, co może nas spotkać, a czego nie chcemy doświadczyć (ci, którzy są w separacji). Te dwa wyrazy budzą w nas emocje i mam podejrzenia, że nie do końca z powodów, które podajesz.
"Tworzy klimat "normalności" rozwodowej, banalizacji zła i w efekcie sprawia, że trudniej jest marotrawnemu mężowi czy żonie wrócić na drogę prawdy, gdy wokół nich akceptowane jest zło."
Klimat "normalności" rozwodowej nie stwarzają osoby porzucone. One cierpią przez wiele lat. To zdradzacze banalizują zło. To oni "reklamują" rozwód, bo nie ponoszą konsekwencji, tego, co zrobili. Nie pisz mi, że przez słowa "były mąż", mojemu będzie trudniej wrócić na drogę prawdy. To nie to. Gdzie byli Ci wspaniali katolicy, którzy widzeli, że mój mąż ucina sobie romans biurowy? Upominali go? Nie! Wręcz przeciwnie, udawali, że nie widzą. A czasem nawet "kryli" przed żoną jego romans.
"Powiedzenie "były mąż" wprowadza ludzi w błąd, sugeruje, że małżeństwo przestało istnieć."
Nie wprowadza nikogo w błąd. Dla męża przestało istnieć, dla innych też. U mnie nie przestało istnieć i żadne słowa nie są w stanie tego zmienić.
"Zgadzam się z tym co Ela (El.) napisała, że do prawdy trzeba dojrzeć, że potrzeba czasu i dyskusji, żeby uświadomić sobie w pełni prawdę z jak w istocie wielkim mamy do czynienia złem. Po to by samemu nie szkodzić innym."
Dojrzałam, zdecydowanie dojrzałam. Nie szkodzę innym. Szkodzą zdradzacze, bo są bezkarni. Potrafią reklamować się z "nową" żoną, a wielu katolików zamiast nagminnie ich upominać, że źle robią, z niezdrowymi wypiekami na twarzy gadają po kątach - sensację tworzą, ba jak często wielu z nas słyszało od "katolików": wiesz właściwie, to nie widzę nic złego, że przyjmuję w swym domu X-sińskiego z "nową" żoną - są tacy zakochani i szczęśliwi.
Zastanów się, ile razy mamy okazję do powiedzenia słów "były mąż", a jak często "była żona" - "druga czy obecna żona" ma okazję mówić zdradzacz. A tak apropos. Mój mąż o kochance do mnie mówi: moja parnerka życiowa. A ja? Kim byłam?
To nie te słowa, nie takie skutki i nie te osoby przyczyniają się do skali zjawiska, które opisujesz. No. Dalej więc szukaj, Andrzeju, bo nie tędy droga.
Pozdrawiam
Elżbieto dziękuje ci bardzo za pomoc.Ta pierwsza strona która podałaś jest prawidłowa.A tak w ogóle to dlaczego to sie poprzestawiało?
Na pocieszenie dodam, że w Niebie nie będzie już mąż , żona , nie ma tam małżeństw, jak to w Ewangelii napisane.
Już uważam się za pocieszoną.
A dla mnie to chyba żadne pocieszenie...
Kurcze, przekonałaś mnie Wanboma.
Pozdro
Witam Wszystkich serdecznie po długiej przerwie - choroba, szpital.
Przeczytałam Wasze wypowiedzi i jakoś smutno mi się zrobiło...
Cieszę się swoim małżeństwem, dorosłymi już dziecmi, moją rodziną a mimo to smutno mi jest gdy słyszę słowa:
"mój były mąż", "moja była żona", mój obecny mąż", "moja obecna żona", albo w innych sytuacjach też używa się określeń, które rozmywają istotę stanu rzeczy.
Aby nie nazwać rzeczy po imieniu mówi się "zacienionymi" sformułowaniami.
I tak zamiast powiedzić:
"on ukkradł", mówi się "on sobie przywłaszczył",
zamiast,"ona zamordowała dzicko" - "ona przerwała ciążę"
zamiast "on zdradza żonę" - "oni mają romans".
I co sie dzieje? Prawie wcale nie widzać problemu-:( Nie jest tak źle-:(
Czy używając takich sformułowań nie "łagodzimy" problemów? Czy nie dajemy ulgi i niejako przyzwolenia aby jakieś tam zło dojrzewało sobie w ciepełku?
To nie chodzi o to, że dla mnie, czy dla wielu z Was takie słowa "były mąż - żona" nie mają wpływu na waszą postawę i nie utożsamiacie się z nimi. I to dobrze, że tak jest.
Ale niestety samo używanie takich sformułowań ma wielki wpływ na innych ludzi, ma wpływ na kształtowanie ich postaw.
Dlatego powinniśmy mieć tego świadomość, że jesteśmy odpowiedzialni za słowa jakie wypowiadamy a jako ludzie wiary tymbardziej winniśmy słowem pomagać innym w dążeniu do dobra, w kształtowaniu pozytywnych postaw.
Tak - w Niebie nie będę już żoną, chociaż ten stan chciałabym przenieść i tam. Ktoś by pomyślał, że nie cieszę się na obietnicę Nieba dla siebie.
NIE! Tak nie jest, bo wierzę, że skoro już teraz na Ziemi mogę cieszyć się szczęściem miłości tej ludzkiej, tej łaski jaką przyjęłam i mogę kochać i być kochaną, to co dopiero w Niebie gdy otrzymam to szczęście, które obiecał Bóg.
A Bóg obiecał to szczęście nam wszystkim - Tobie i mnie, którzy uwierzyliśmy i trwamy w Jego Miłości.
Czyż o tej Miłości nie jesteśmy zobowiązami świadczyć całym swoim życiem i każdym słowem?
Bardzo gorąco i z całego serca pozdrawiam WAS WSZYSTKICH KOCHANI-:)
Chyba jednak zacznę używać sformułowania "były mąż", żeby właśnie nie rozmywać istoty rzeczy i nie "łagodzić" problemów, "zacieniając je" innymi określeniami.
Pozdrawiam
Najlepiej w ogóle nie mówić o tym "kochanym" mężu. A ja, tak jak Ania belgia, mówię po imieniu i wiadomo o kogo chodzi. A określenie "mąż" w moim przypadku brzmi trochę ironicznie.
No co Ty... Pewnie, że i ja posługuję się imieniem "kochanego" męża, u rodziny, znajomych, a więc u tych, którzy wiedzą, o kogo chodzi. Ale nie będę robiła z siebie głupa wśród obcych - w urzędzie. A wśród nowopoznanych osób tematu "a mój mąż to czy siamto" wogóle nie poruszam, więc nie mam problemu z nazewnictwem.
Pozdrawiam
"I ślubuję Ci miłość ..."
To też kiedyś były wypowiedziane słowa i to słowa przysięgi...
Może lepiej byłoby w ogóle ich nie wypowiadać?
Nie trzeba by było teraz "w ogóle mówić o tym "kochanym" mężu", "A określenie "mąż" nie brzmiałoby ani trochę ironicznie.
Nie wiem jak wyrażałabym się swoim mężu, to i tak nie zmienia to faktu kim jest on dla mnie.
Czyż zatem używanie "pochodnych określeń" i takie podejście do sprawy nie jest oszukiwaniem samej siebie?
A gdby mój mąż złamał przysięgę małżeńską to czy tym samym ja jestem zwolnioma z mojej przysięgi?
Basiu,
Język opisuje zastaną rzeczywistość. Nie rzeczywistość idealną, ale taką, jaka jest.
Niektórzy z nas w tej rzeczywistości mają za sobą rozwód cywilny. W świetle prawa cywilnego ich małżeństwa nie istnieją, niezależnie od tego czy im się to podoba, czy nie.
Ich małżonkowie nie są dłużej małżonkami - stają się byłymi małżonkami. Przykre to, ale tak już jest. Rzeczywistość urzędowa wymaga wypełniania dokumentów, często zwykłego odhaczenia w rubryczce - np. stan cywilny.
Urzędnika nie obchodzi nasza przysięga, duchowość, rozterki. Jesteśmy dla niego numerem, ewentualnie ciągiem znaków przyporządkowanych jakiejś kategorii. To przyporządkowanie wymaga od nas określonego języka - percyzyjnego. Jeśli jesteśmy w kategorii 'rozwodnik/rozwódka' mówiąc o naszym sakramentalnym małżonku w urzędach jesteśmy niejako zobligowani do dodania przymiotnika 'były'. Oczywiście możemy mówić
'pan Iksiński' ale wtedy też przeważnie wymaga się od nas uściślenia w jakiej relacji do niego pozostajemy.
Basiu - w obywatelskiej urzędniczej rzeczywistości nazwywamy sprawy po imieniu mówiąc 'były mąż/była żona'. Sądzę, że nikt przy zdrowych zmysłach nie odbierze tego jako chwalenia się i szerzenia idei rozwodów. Bo każde wypowiedzenie tych słów (w moim przypadku jeśli już muszę to mówię magiczne we're separated) to cios w samo serce i przyznanie się do porażki
pozdr
a.
Basiu i jeszcze jedno - są wśród nas tacy, którzy woleliby nie wypowiadać słów przysięgi małżeńskiej, bo byłoby dużo łatwiej... bo mają świadomość, że skarament prawdopodobnie nie zaistniał, bo małżonek zrobił sobie szopkę, a oni muszą przechodzić przez piekło rozwodu i sądu biskupiego by móc żyć godnie. Niektórzy się miotają, bo nie wiedzą co z tym fantem zrobić, boją się etykietek, sądów, oszczerstw...
Basia- to jak do urzędu idziesz to mówisz- pozostająca w sakramentalnym związku małżeńskim ?.
No daj spokój- bo to akademicka dyskusja- Anka ma rację.
A najfajniejsze jest to że jesteś szczęśliwa- i nie zyczę żebyś miała okazję przekonać się jak zareagowałabyś- i co mówiła w inakszej sytuacji.
Pozdrawiam.
Fajnie, że są takie ankiety, gdzie można "po Bożemu" powiedzieć TAK lub NIE .
Kochane, generalnie różne sytuacje mogą wystąpić i może się również okazać, że jestem szczęśliwą małżonką będącą na dzień dzisiejszy w separacji, czy na innym etapie, do którego nasz Ojciec dopuścił
Jestem daleka od idealizowania czegokolwiek a realia w urzędach i przepisach prawa też nie są mi obce.
Proszę jednak zauważyć, że nie o tym mowa i nie chodzi tu o to jak określają nas "panie urzędniczki". W zapisach prawa nie znalazłam sformułowania "były mąż". Stan cywilny określany jest natomiat słowami "rozwiedziony", "rozwiedziona".
Wpisałam sobie nawet do wyszukiwarki w programie LEX (w którym zebrane są wszystkie akty prawne) hasło "były mąż" "były współmałżonek" i otrzymałam informację "nie znaleziono aktów zawierających szukane słowo".
Nie wydaje mi się więc, że aby "pani w urzędzie" zrozumiała w jakim jestem stanie cywilnym, zmuszona byłabym używać określenia "mój były mąż".
I nie chodzi tu o to kto ma rację lecz o to czy potrafię określić rzeczywistość w jakiej się znajduję i nazwać fakty po imieniu.
Skoro więc raz przysięgałam, że "nie opuszczę cię aż do śmierci", no to jak mogę mówić "mój były mąż"? Przecież jest faktem i tego nie zmienimy, że nigdy nie będzie "były".
Zawsze będzie moim mężem gdziekolwiek i z kimkolwiek będzie, bo z tej przysięgi ani ja ani nikt zwolnić mnie nie może.
Zawsze będzie moim mężem, mężem który mnie zdradził, mężem który mnie zostawił, mężem który rozwiódł się ze mną.
Takie są fakty bez wględu na to czy mam rację czy jej nie mam - faktów nie zmienimy.
A o faktach mówi się prosto i czytelnie.
"Proszę jednak zauważyć, że nie o tym mowa i nie chodzi tu o to jak określają nas "panie urzędniczki". W zapisach prawa nie znalazłam sformułowania "były mąż". Stan cywilny określany jest natomiat słowami "rozwiedziony", "rozwiedziona".
Tak jak w prawie kościelnym nie ma sformułowań "rozwodnik", "rozwiedziony", "rozwód".
"Nie wydaje mi się więc, że aby "pani w urzędzie" zrozumiała w jakim jestem stanie cywilnym, zmuszona byłabym używać określenia "mój były mąż".
Nie byłaś w takiej sytuacji, to nie wiesz. Obyś tego nie musiała zaznać takich sytuacji, kochana. Osoby po takich przejściach jak ja "nie szczycą się " tym, że są po rozwodzie.
"Rzeczywistość w jakiej się znajduję i nazwać fakty po imieniu."
To jest rzeczywistość i fakt nazwany po imieniu.
"Skoro więc raz przysięgałam, że "nie opuszczę cię aż do śmierci", no to jak mogę mówić "mój były mąż"? Przecież jest faktem i tego nie zmienimy, że nigdy nie będzie "były".
Tylko i wyłącznie dla nas, dla mnie też, ale już nie dla super katolickiej rodziny i znajomych mojego... rozwodnika.
"Zawsze będzie moim mężem gdziekolwiek i z kimkolwiek będzie, bo z tej przysięgi ani ja ani nikt zwolnić mnie nie może. "
Zawsze będzie moim mężem, mężem który mnie zdradził, mężem który mnie zostawił, mężem który rozwiódł się ze mną. "
ZGADZAM SIĘ Z TYM W 100%. Zawsze - dla mnie, nie dla innych.
Tak, Basiu, o faktach "mówi się prosto i czytelnie".
Wypowiadam się w tym temacie, bo nie zgadzam się z drugą częścią ankiety: "sprzyja szerzeniu się mentalności rozwodowej i stanowi przeszkodę na drodze do uzdrowienia małżeństwa".
Nie te aspekty sprzyjają szerzeniu mentalności. Pisałam już, że to nie osoby zdradzone, z którymi wzięto rozwód szerzą tę mentalność. Osoba taka jak ja, która przeszła przez to "piekiełko" z całych sił mówi koleżance: "uważaj, przestań flirtować, nie umawiaj się z facetem, który nie jest Twoim mężem", "ratuj małżeństwo, póki Ci sił starczy". A już druga część "stanowi przeszkodę" jest poprostu absurdalne.
To jest chore, jeśli tu na forum podkreśla się, że osoba zdradzona - jeszcze dodatkowo jest be, bo jest zmuszana w zwykłym codziennym życiu wydusić z siebie ze wstydem, pełna upokorzenia: "były mąż".
"Wpisałam sobie nawet do wyszukiwarki w programie LEX (w którym zebrane są wszystkie akty prawne) hasło "były mąż" "były współmałżonek" i otrzymałam informację "nie znaleziono aktów zawierających szukane słowo".
A tam jest sakramentalny małżonek, Basiu? W tę wyszukiwarkę mogę wrzucić tysiące słów i uzyskam "nie znaleziono aktów zawierających szukane słowo". Nie wszystkie słowa, których używamy na co dzień, są skodyfikowane. No to wrzuć słowo "kochanka". Będzie? Pewnie nie. No to zastąpmy słowo "kochanka" na partnerkę życiową lub konkubinę. Będzie zrozumiałe. No ale nieodpowiednie dla faceta, który ma żonę, a mieszka z cudzą żoną. Ja o kochance męża mówię "przysposobiona inaczej", bo najbardziej odpowiednie dla niej słowo tak na prawdę zaczyna się na k i ma 5 liter. Ale przecież muszę zachować pełną kulturę, mimo iż to słowo jak najbardziej związane z rzeczywistością i faktem nazwanym po imieniu - jakże prostym i czytelnym.
Jeszcze raz powtarzam, że pytanie w ankiecie jest bardzo przewrotne, bo to zależy od tego KTO i W JAKIEJ SYTUACJI posługuje się sformułowaniem "były mąż".
Pozdrawiam
P.S. Zapytam hipotetycznie: a sformułowania "pierwszy mąż", "pierwsza żona", są proste i czytelne. Bo mam wrażenie, że rozwodnicy często stosują taką numerację żon, podszywając się chyba pod... wdowców.
Andrzej, ja Cię proszę, zajmijmy się szerzeniem świadomości antyrozwodowej a nie kruszmy kopii o język, bo język opisuje rzeczywistość, przebudowę trzeba zacząć od zmiany rzeczywistości, którą należy nazwać
W dziele Stworzenia Bóg najpierw tworzył, potem nazywał.
Ola ma rację - co bardziej godzi w sakrament - wyszeptane ze wstydem 'były mąż' czy tłumy krewnych i znajomych na ślubie cywilnym naszego sakramentalnego małżonka? I gratulacje z powodu 'ułożonego życia' i przeświadczenie o istnieniu wyjścia awaryjnego z niekoniecznie trudnego małżeństwa?
Andrzej, my sobie tu możemy teoretyzować w nieskończoność, ale co z tego będzie - realnie? ten czas możnaby poświęcić choćby na docieranie do jaknajwiększej liczby parafii, pomoc i wspracie potrzebującym na forum.
Więcej miłości i empatii, bo jak widać rogaty nie śpi
Przeczytałam, Andrzeju, ale nie mogę teraz napisać, co sądzę o tym, co napisałeś, bo mam spotkania firmowe (jutro na szczęście ostatni dzień).
Tymczasem pozdrawiam serdecznie
Tak, tak Olu....
Czy powinnam już zacząć ubolewać, że nie jestem doświadczona i w ogóle nie mogę mówić o „byłym mężu”?
I dzięki za tak „wyczerpującą” wypowiedź, tylko wytłumacz mi o co w niej tak naprawdę chodzi?
Straciłam wątek
Popieram w pełni wypowiedz Ani.
Chociaż nie mam jeszcze rozwodu moja żona opowiada o mnie "mój były" - fakt to boli. Ale o wiele bardziej boli to jak opowiada, ze teraz wreszcie jest szczęśliwa. O wiele wiekszym zgorszeniem jest to, że zniszczyła dzieciom dzieciństwo, że daje przykład córkom jak rozwiazywać problemy w małżeństwie - problemy, które sama stworzyła.
Ja mówię zawsze o Niej Basia. Nie używam w rozmowach ze znajomymi innych okresleń. A co bedzie za jakiś czas - jestem w trakcie rozwodu. Finał jest niewiadomy. Nie wiem jak wtedy bedę określał nasze relacje. Wiem jedno - to że powiem tak czy inaczej nie zmieni faktu że pozostanie moją sakramentalną żoną. Będę sie starał mówić zawsze Basia, ale nie okłamujmy sie są sytuacje wymagające jasnego określenia. I nie uważam, że mówienie "mój były" jest popieraniem rozwodów.
Wito, ale chyba o to chodzi, żeby zacząć naprawę od siebie, od swojego serca. Niech sobie tłumy idą na ślub cywilny Heńka, ja na niego nie pójdę, powiem mu jeszcze: stary, nie mogę, wiesz, Ty już masz żonę. Mojej postawy nie będę później usprawiedliwiać słowami: "są gorsze wykroczenia". Wisz mam taką tapetę w swojej komórze kropla, która wpadłszy w wodę zatacza coraz większe kręgi. Tą kroplą mogę być ja, możesz być Ty, woda, to otoczenie, w którym się znajdujesz. Twoja postawa, czyny wpływają na innych
P.S. To piękne, jak odnosisz się do żony, w takiej sytuacji, dajesz już teraz piękne świadectwo. Dziękuję!
Dlatego mówię o Niej ciagle Basia - dlatego wyśmiewam określenia typu: "jeszcze sobie życie ułożysz" (oczywiscie chodzi o "babę" nową). A to że będę być może musiał o niej powiedzieć - żona z która nie mieszkam, żona z którą jestem w separacji, żona z którą jestem po rozwodzie, lub była żona - często bedzie po prostu jasnym określeniem sytuacji, w której sie znajduje a nie przyzwoleniem na rozwód.
Oczywiście moja postawa wpływa na innych i dlatego dokąd będę mógł bedę walczył o nie dopuszczenie do rozwodu. Ale nie na wszystko mamy wpływ. Nie wszystkiemu możemy zaradzić.
No tak - nie potrafię.
Nie mam nic do powiedzienia o "byłym mężu".
Nawet "byłą żoną" jeszcze nie byłam.
Kto wie co przede mną jeszcze?
Każdy ma swoją drogę i każdego Bóg doświadcza inaczej a inaczej wcale nie znaczy, że mnie lepiej, skoro każdego kocha tak samo
Bardzo bym chciał móc mówić o Niej dalej MOJA KOCHANA ŻONA. Na dzień dzisiejszy
Ania belgia napisała
Andrzej, my sobie tu możemy teoretyzować w nieskończoność, ale co z tego będzie - realnie? ten czas możnaby poświęcić choćby na docieranie do jaknajwiększej liczby parafii, pomoc i wspracie potrzebującym na forum.
Aniu, ja myślę, że jedno i drugie jest bardzo ważne.
Czas poświęcony dla Boga nigdy nie jest czasem straconym...
Ola oczywiście ma rację, że to nie zdradzani przyczyniają sie do wciąż rosnącej liczby rozwodów, co oczywiście nie zwalnia nikogo od odpowiedzialności za słowa, tyle bylejakości wokół, po co dokładać swoją cegiełkę.
No i oczywiście myśle tu o tych zdradzonych, którzy mają świadomość nierozerwalności małżeństwa zawartego sakramentalnie, bo jakże często zdarza się, że osba, której małżeństwo formalnie sie rozpadło, rozbija kolejne.
I chciałam dodać, że są katolicy, którzy na śluby cywilne zdradzaczy nie chodzą, to tak dla równowagi, bo przecież wszyscy o tym wiemy.
POzdrawiam CA
Wito
Mów tak o miłości do swojej żony jak dyktuje Ci serce.
Nie ustawaj, bo tylko dobrem zło można pokonać a świadomość, przebaczenia pozwala wracać z miłością tym, którzy kiedyś nas skrzywdzili.
Wito, a czemu nie.
Przecież trwasz, bo kochasz
Wiem, wiem, dla mnie to też było bardzo trudne,
pozytywne określanie "niepozytywnych rzeczywistości" wymaga zmiany nastawienia, a to przychodzi (albo nie) z czasem.
No i myślę, że Tobie się uda, jak i wielu wielu innym osobom, które na Forum zaglądają.
Pozdrawiam serdecznie
....lub była żona - często bedzie po prostu jasnym określeniem sytuacji, w której sie znajduje a nie przyzwoleniem na rozwód.
jasno określiłem co miałem na myśli.
I jestem przeciwnikiem rozwodów - czego dowodzę nie teoretyzując tylko walcząc o swoje małżeństwo walcząc kazdą chwilą swego życia - pomimo ze ta walka mnie wycieńcza i niszczy.
A jeżeli chcemy teoretyzować o dzieciach to czy dziecko adoptowane może mówić do swojej mamy mamo czy powinno raczej prawna opiekunko.
I jest taka wspaniała polska komedia "Poszukiwany, poszukiwana" Czechowicz nie produkował tam bimbru tylko badał zawartość cukru w cukrze.
Po rozwodzie małżonek pozostaje sakramentalnym małżonkiem - fakt bezsporny. Ale w myśl prawa cywilnego jest byłym małżonkiem i to małżeństwo w myśl tego prawa przestało istnieć. Co nie oznacza że przestało istnieć w sercu osoby porzuconej. I jeżeli np. w banku osoba porzucona powie były mąż/żona jest zobowiazany do spłaty połowy kredytu, nie bedzie oznaczało to ze szerzymy atmosferę sprzyjajacą rozwodom. Bedzie to tylko załatwoenie sprawy w urzędzie.
Andrzej,
Nawet polemizując o sprawach abstrakcyjnych należy trzymać się faktów i odnosić się do faktów i zjawisk z tej samej dziedziny. Dyskutując o sytuacji robotników w Kenii nie będziesz powoływać się na Konstytucję USA - to chyba logiczne i wszyscy się z tym zgodza.
Między rodzicem a dzieckiem zachodzą więzi biologiczne, więź prawna i społeczna jest faktem umownym. Rodzic pozbawiony praw rodzicielskich jest rodzicem biologicznym - matką biologiczną i ojcem biologicznym. Tego się nie da odwrócić, zmienić. Obecnie na skutek przemian kulturowo społecznych leksem 'matka' znacznie rozszerzył swój zakres semantyczny i paradoksalnie matką może być mężczyzna (pozostańmy na poziomie FAKTÓW a nie ich OCENY). Tak więc matka w ujęciu biologicznym i społecznym to dwie zupełnie inne sprawy, dwie zupełnie różne 'funkcje'.
Nie można popierać tez argumentami z zupełnie innej płaszczyzny. określenie 'były mąż' to dla nas określenie z płaszczyzny prawnej, urzędowej, li wyłącznie. Rodzic pozbawiony praw rodzicielskich jest byłym opiekunem prawnym. Nadal pozostaje rodzicem biologicznym. Zostaje rozwiazany stosunek prawny między rodzicem a dzieckiem, zostaje więź biologiczna- stąd nazwa 'biologiczny rodzic'. Leksem 'rodzic' od początku określał więź biologiczną, stosunek między ludźmi, natomiast leksemy 'mąż' 'żona' są historycznie nazwami płci, termin 'małżonkowie' pojawił się znacznie później ok XIV w i od początku określał osoby związane umową
Wyraz „małżeństwo” nie należy do polskiego słownictwa rodzimego. Jedna z hipotez omawiających etymologię tego słowa, podkreślająca złożony charakter wyrazu, wskazuje, że ów leksem wywodzi się od słowa „małżonka” – a ściślej – od wcześniej już używanego wyrazu „małżona” o znaczeniu ‘żona pojęta uroczyście „na mal” ’. Człon „mal-” wywodzi się od starogermańskiego „māl” lub „mahal” oznaczającego ‘umowę, kontrakt’ (w omawianym przykładzie byłby to kontrakt ślubny). Związek „māl” ‘umowy’ z uroczystościami weselnymi potwierdzają następujące germańskie słowa: „mahlschatz” – ‘posag’, „mahlring” – ‘pierścień ślubny’. Drugi człon złożenia – „źona” – ma już charakter słowiański. Zauważyć ponadto należy, iż polszczyzna przejęła wyraz „małżonka” najprawdopodobniej w drugiej połowie XIV wieku z języka staroczeskiego – „malźenka”. Było to zdrobnienie od „malźena” – ‘ślubna żona’. Pierwsza połowa XVI wieku przynosi teksty dokumentujące użycie słowa „małżonek” (sporadycznie: „małżon”) utworzonego od leksemu „małżonka”. Natomiast słowo „małżeństwo” pojawia się wcześniej, bo już w pierwszej połowie XV wieku, prawdopodobnie też na wzór staroczeskiego „malźenstvo”. W XV wieku odnotowujemy również obecność wyrazu „niemałżeństwo” w znaczeniu ‘związek z żoną „niemałżeńską”, konkubinat’ (por. A. Brückner „Słownik etymologiczny języka polskiego”, A. Bańkowski „Etymologiczny słownik języka polskiego”). Z kolei druga hipoteza zakłada, iż podstawą etymologiczną omawianego słowa był staroniemiecki leksem „ge-mahelo” (obecnie „gemahl”) – ‘małżonek’, przejęty przez Słowian bez nagłosowego „ge-” (por. K. Długosz-Kurczabowa „Nowy słownik etymologiczny języka polskiego”). Warto również przypomnieć dziś już zapomniane staropolskie wyrazy: „żeństwo” – ‘małżeństwo’, „bezżeństwo”, rzadsze „bezmałżeństwo” czy wreszcie czasowniki „małżonkować”, „małżonkować się” w znaczeniu ‘zawierać związek małżeński’.
Reasumując - chcąc argumentować słuszność jakiejś tezy należy używać argumentów z tej samej płaszczyzny i nie mieszać pojęć z różnych dziedzin - to tak na przyszłość Andrzej, poruszamy się i tak po kruchym lodzie, więc tym bardziej musimy odpowiednio argumentować i musimy się tego uczyć. W dyspucie akademickiej Twój argument sprowadza się do 'nie można mówić 'były maż' bo się nie mówi 'były ojciec' ' i nie ma żadnej wartości. Jest do niczego. Nie piszę tego złośliwie, ale po to, by uświadomić konieczność odpowiedniego argumentowania, bo jak sam wiesz, czeka nas wiele dyskusji...
Andrzej napisał:
Jednocześnie chciałem zwrócic uwagę na fakt socjologiczny, że kłamstwo powtarzane wielokrotnie funkcjonuje w odbiorze społecznym jako prawda.
A zgadzam się w 125 procentach- własnie obserwacje prowadzić tego faktu na małżonku mam mozliwość.
Andrzej napisał:
Chcę jednocześnie przypomniec, że obowiązkiem każdego chrzescijanina jest głoszenie, przepowiadanie prawdy Chrystusowej.
no wybacz ale przesada- he he he, jak idę lub Olka idzie do urzędu załatwiać sprawy związane z np. telefonem czy kablówką- to ma przepowiadać prawdę Chrystusową- czyli nie mówić były mąż- jak zapytają czemu nie może męża poprosić żeby sam załatwił tylko z jego pełnomocnictwenm przyjdzie albo rezygnacją i scedowaniem prawa do kablówki na siebie?
No- dobre he he he- jak zwykle nadinterpretacja i odlot.
Albo dar!!!!!.- ew przekleństwo.
a tyle razy pisałam- trzeba wiedzieć co, kiedy i komu Andrzej- i w tym sedno- jak sobie zdasz sprawę z tego- co kiedy i komu- ew. gdzie- to będziesz miał większą siłę przebicie- bo trafisz w odpowiednim momencie- czy nie rozumiesz tej prostej prawdy?
Andrzej,
To nie tak, skucha. Nie możesz w ten sposób argumentować, bo Twoje argumenty są puste. Jeśli prowadzimy dyskusję trzymajmy się jej zasad. Zasłanianie się pewnymi argumentami jest nie do przyjęcia w dyskusji - torpedowanie hasłem - 'wiara' 'chrześcijanin' 'prawo Boże' w momencie gdy nie przychodzi do głowy argument logiczny jest niedopuszczalne. Tą dyskusję można prowadzić w sposób akademicki, logicznie i rzeczowo argumentując racje, a nie odwołując się do tanich chwytów bazujacych na najniższych uczuciach, retoryką rodem z rodem z talk show - Pani w różowym sweterku - a co powie pani, były tatuś? Nie powie pani! a pan w niebieskim ? Nie?! No przecież mówi pan 'była żona'! a to wszystko w rodzinie.
Zauważ, proszę, że ja nie dyskutuję z PRAWDĄ, ale sposobem jej podania.
Dalej, Andrzej piszesz mądrość Boża, przeciwstawiasz jej madrość ludzką - a wiesz, że mądrość ludzka pochodzi od Boga i istnieje coś takiego jak dar rozeznania - między innymi co, komu i jak.
Andrzej ważna jest nie tylko treść, ale i przekaz tej treści.
Anka- to masz przegwizdane chyba- ja też zawsze dyskutowałam nie w sprawie prawdy tylko sposobu , miejsca i czasu jej podawania- to masz bankowo:
że walczysz z Kościołem,
popierasz rozwody
i aborcję- reszty nie pamiętam.
A jak ktoś nie pamięta- i powie że zmyślam- mogę przefiltrować i cytacikami polecę.
A tu o metody dobranie chodzi ( zakładając że dobieracz potrafi i chce tę umiejętność zdobyć i udoskonalić więc szuka wiadomości u fachowców - jak to się robi).
[ Dodano: 2007-02-27, 14:45 ]
Hmmm.....
No proszę, proszę...
Nie przyszczałam, że w dyskusji to nie do przyjęcia i jest to nielogicznym argumentem by powoływać się na wiarę, chrześcijaństwo i prawo Boże.
Tą dyskusję można prowadzić w sposób akademicki, logicznie i rzeczowo argumentując
racje?
Tylko w jaki sposób?
"nie odwołując się do tanich chwytów bazujacych na najniższych uczuciach, retoryką rodem z rodem z talk show'?
Czyli nie "mieszając" w to wiary a tym bardziej nie powołując się na prawo Boże?
A skoro mądrość ludzka pochodzi od Boga, to tym bardziej i w każdej chwili jest naszym (wszystkich ochrzczonych) obowiązkiem do niej się odwoływać (a nie do "utartych" przyzwyczajeń i mylnych poglądów ludzkich), czerpać z niej i wskazywać innym.
Zuza, wydaje mi się, że jeśli mówisz, że "na wszystko jest miejsce i czas właściwe" masz na myśli m. inn. swoje poznanie PRAWDY, tak? No bo chyba nie będziemy wyznaczać czasu na głoszenie JEJ, szczególnie, że została objawiona już 2000 lat temu, spisana i dzień w dzień czytana w niezmienionej wersji, ciągle ta sama treść.. Ewangelia wg. św....
Poznanie ułatwia postawa.. pastuszka, czy też prostego celnika, tego, który powiedział, ok. zostawiam wszystko i lecę za Tobą.. zanim cokolwiek zrozumiał bez słowa wstał i poszedł za Nim i wiesz.. nie zawiódł się
Czytam WASZE wypowiedzi na temat"byłego męża" i rodzą się we mnie różne odczucia którymi jeśli mi pozwolicie to "podzielę" się z WAMI. Odnoszę czasem wrażenie,że niektóre osoby piszące tu na forum traktują swoje małżeństwa jakby to było"COŚ" co można traktować w ten sposób jak niegdyś śpiewała Kasia Sobczyk"...jesteś to jesteś a jak cię nie ma to też niewielki kram..." To ZWIĄZEK POMIĘDZY DWOJGIEM LUDZI,KTÓRYCH MOŻE ROZŁĄCZYĆ TYLKO ŚMIERĆ. Osoby,które śmierć rozłaczyła nigdy nie mówią:"moj były mąż" tylko "mój świętej pamięci mąż lub wymieniają jego imię".Jak więc można mówić o swoim mężu,który żyje"moj były mąż".Do zawarcia związku małżeńskiego trzeba DOJRZEĆ.Nie można myśleć,że "jakoś to póżniej po zawarciu ślubu i ZŁOŻENIA PRZYSIĘGI MAŁŻENSKIEJ będzie".Nikt nikogo nie PRZYMUSZA do pójścia przed OŁTARZ lub USC i zawarcia PRZYSIĘGI MAŁŻENSKIEJ. Jeśli taki FAKT ZŁOŻENIA PRZYSIĘGI MAŁŻENSKIEJ ZAISTNIAŁ to nie ma nic"BYŁEGO" tylko zawsze jest.Dziwi mnie fakt,że to właśnie w większości kobiety uskarżają się na tym forum na swoich mężow. Ja wiem,że nieraz niewiele da się zrobić"DLA DOBRA SPRAWY"ale kobieta w której widać jakby "część MARYJI"(jak twierdzi o.JAN GÓRA)nie miała większego wpływu na atmosferę rodziny.Przepraszam za ten długi"wykład" ale NAPRAWDĘ WARTO PRÓBOWAĆ UZDRAWIAĆ MAŁŻEŃSTWO.SZCZĘŚĆ BOŻE!
Masz rację Sobku - warto prubować ratować małżeństwo.
Ale należy zwrócić uwage na jeden fakt - przebaczyć można w pojedynkę. DO pojednania potrzeba już dwojga. A do ratowania zwiazku - konieczna jest dobra wola obu stron.
Masz rację też że przed Bogiem nic nas juz nie rozłączy.
Ale w sądzie - decyduje sędzia. El pisała jak małżeństwo jej koleżanki Kasi wbrew jej woli zostało rozwiazane - z winy męża.
W myśl sakramentu ich małżeństwo trwa.
W myśl prawa cywilnego nie istnieje.
Jeżeli dajmy na to Kasia użyje określenia - były mąż w rozmowie z przyjaciółką, która zna imię jej męża być może bedzię to niestosowne.
Jeżeli dajmy na to Kasia użyje określenia - były mąż w sądzie, urzędzie, banku - bedzie to jasne określenie sytuacji w której sie znajduje.
Miej proporcjum Mocium Panie.
To nie jest problem Kasi!!!!
A zdradzacze mają gdzieś!!!!!
Kasię z jej wydumanym problemem.
Zdradzacze mówią - Sakrament nie ma znaczenia - znam to z autopsji.
I nie ma dla nich problemu mówienie BYŁY.
Dla nas ma bo dyskutujemy na ten temat.
DO ANDRZEJA
„Osoba pragnąca ratować małżeństwo po rozwodzie, kochająca swojego trudnego małżonka nigdy nie powie o swoim trudnym współmałżonku, że jest byłym mężem czy żoną.”
No to jestem wyjątkiem. Takim potwierdzającym regułę?
„I wcale nie jest tak, by ktokolwiek w dzisiejszym świecie kogokolwiek zmuszał do mówienia "mój były/-ła" strasząc jakimiś sankcjami.”
Robię to z własnej woli, aczkolwiek niechętnie. Tylko wtedy, gdy jest uzasadnione sytuacją.
„Są czasy w historii, okoliczności, sprawy, które wymagały bez porównania większej odwagi, by dawać świadectwo wierności.”
Daję świadectwo, bo jestem i wierna, i odważna. Ty świadczysz, ja świadczę – każde na swój sposób, najlepiej jak potrafi.
„Również doświadczałem traumy rozwodowej i nigdy mi do głowy nie przyszło, żeby dawać małżonce dowód do ręki, że ja już jej nie kocham.”
Ja daję inne dowody, ale on żadnych nie chce widzieć. Miesiąc temu zarzucił mi, że przez okres kryzysu nie powiedziałam mu, że go kocham. No taką ma facet sklerozę. Nie mam okazji zwracać się do niego „hej, były mężu”. Chociaż zdarzyło mi się powiedzieć pieszczotliwie „esiu”, bo na „kotku” zareagował strasznie nerwowo.
„Mówienie "mój były/-ła" to rezygnacja z jednego z przejawów wierności z obawy przed opinią publiczną. To argument dla współmałżonka i otoczenia, sygnał, że "wszystko skończone".
Nie obawiam się opinii publicznej, czego dowodem jest, że wsadzam łapę w paszczę lwa.
I to nie jest żaden sygnał dla „mojego” otoczenia.
„Mało tego, Bóg pragnie, żeby o tym fakcie świadczyć na każdym kroku, szczególnie gdy zajdzie taka potrzeba, demaskować i prostować te szkodliwe dla sprawy uzdrawiania małżeństw fałsze.”
Spoko, Andrzeju, dajesz świadectwo, prostujesz, demaskujesz… Wierzę Ci, że to robisz na forum.
I pozostaję przy swoim zdaniu, że mówiąc „były mąż”, nie wypieram się Boga.
"Były mąż" i tłumy krewnych i znajomych na ślubie cywilnym naszego sakramentalnego małżonka z inną osobą, gratulacje z powodu "ułożonego życia" - tak wszystko w podobnej mierze składa się na to co Jan Paweł II nazywał cywilizacją śmierci - aprobatą zdrady, odstąpieniem od zasad, przykazań. Warto się zastanowić jakie jeszcze zachowania, postawy godzą w sakrament małżeństwa, by i na nie zwrócic uwagę ludzi (społeczeństwa) i pobudzić do refleksji.”
Miło mi, że moje wywody przyczyniły się do tak konstruktywnych wniosków. Bo to do czego doszedłeś, to jest właśnie realne i blokuje proces uzdrawiania. A więc, co jeszcze, Twoim zdaniem, sprzyja?
„Wiesz dobrze Aniu, że małżeństwo będzie uzdrowione tylko wtedy, kiedy w sercach małżonków sakramentalnych zagości łaska Boża. Ale by tak się stało serce musi być czyste - wolne od grzechu i nieprzebaczenia, wierne Bożemu nauczaniu.”
No to już wiem, dlaczego moje małżeństwo nie może być uzdrowione – bo użyłam w kilku sytuacjach sformułowania „były mąż”. A jak jest u Ciebie?
„Mówienie wyzwalającej Prawdy w niczym nie przeszkadza i nie opóźnia innych działań.”
Oczywiście, że nie. Jak również mówienie „były mąż”.
”Jednak najważniejsze przy naszym charyzmacie jest głoszenie prawdy o małżeństwie sakramentalnym w oparciu o Słowo Boże - naukę Jezusa.”
Naszym charyzmacie? To znaczy czyim? No przecież ja nie mam charyzmatu.
„Bez Boga nie mamy szans na uratowanie małżeństwa.”
Prawda w najczystszej postaci, której NIKT na forum nie neguje.
„Dlatego, że nie śpi i ma nas szczególnie na celowniku, trzeba o tych przeszkodach, zagrożeniach głośno mówić.”
No to mów, działaj Andrzeju, na razie tylko piszesz.
„Widać jak bardzo zakorzeniło się w ludzkich sercach to kłamstwo ("była żona/były mąż"- milony razy powtarzane, że w końcu odpbierane jest jak... prawda.”
Gdzie, Andrzeju, widać, że właśnie te słowa szerzą epidemię? Na jakiej podstawie tak sądzisz?
W swoim życiu, może usłyszałam kilka razy, a żyję dość długo.
”Pytanie za 10 punktów!
Jeśli jakiegoś ojca sąd pozbawi praw rodzicielskich, to taki ojciec już nie ojciec, tylko "były tatuś". Prawda czy fałsz?”
Otrzymujesz za odpowiedź 10 punktów, ale Ania też.
Można się jeszcze zapytać o siostrę, brata, wujka, stryjka…
Nie słyszałem nigdy, by ktoś kiedykolwiek użył takiego określenia "były tatuś', a przecież z istotowego punktu widzenia obie sytuacje dot. relacji ojciec - rodzony syn i żona sakramentalna - mąż sakramentalny są adekwatne.
”Pytanie za 10 punktow!
A jak w takich sytuacjach (pozbawienia praw rodzicielskich) zwykło się mówić lub powinno się mówić o rodzonym ojcu czy rodzonej matce? Były ojciec, była matka, byłe dziecko...?”
No to już razem masz 20 p., ale Ania też. Remis.
„Nie to jest tu osią różnicy pogladów, że małżeństwo sakramentalne w sercu nadal istnieje, ale wyrażenie tej prawdy na zewnątrz!”
No coś takiego, bo myślałam, że jednak w sercu. Coś w Ewangelii było na temat: pokornych, cichych… i coś o faryzeuszach…
”Jednocześnie chciałem zwrócic uwagę na fakt socjologiczny, że kłamstwo powtarzane wielokrotnie funkcjonuje w odbiorze społecznym jako prawda.”
Kłamstwo - tak, ale słowa „były mąż” – nie.
„i inne kłamstwa zaśmiecające serce człowieka są przeszkodą na drodze do uzdrowienia (człowieka) małżeństwa”.
Jakie „inne”? Myślałam, że nadal szukamy tych innych, ale ciągle wracamy do tego samego, o którym już wyraziliśmy opinie i każdy został przy swoim zdaniu.
„W tym świetle dokonalem rozpoznania tego tak bezwiednie często powtarzanego szkodliwego dla małżeństw kłamstwa: "mój były mąż".
Przedstaw bardziej dokładnie badania, które przeprowadziłeś.
”A co tu jest złego w sposobie przekazywania Mądrości Bożej?”
Andrzeju, zapomniałeś przy przekazywaniu być roztropnym jak wąż, bo to czy jesteś nieskazitelny jak gołąb, nie jestem w stanie stwierdzić za pośrednictwem forum.
„Zuza, nie martw sie, ten gość w kablówce jak mu tak powiesz - zrozumie Cię doskonale.”
Wszystko zależy, czy tego dnia będziesz w pionie, czy w dole. Przy pionie – będziecie się śmiać oboje. Przy dole – Ty się po tych słowach rozpłaczesz, a facet zwieje. Może rzeczywiście pobudzi go do refleksji, ale czy na pewno do takiej, jakbyśmy sobie życzyli?
„mój mąż, który się ze mną rozwiódł"
Nie będę tego określenia stosować, bo już czytając go, czuję się ponownie upokorzona.
Wcześniej już napisałam na temat tego określenia, że nie jest prawdziwe (prawdziwe jest "mąż, który porzucił mnie dla innej kobiety) i zgodne z poglądami katolików (przecież nie ma w kościele rozwodów).
„Naprawdę ten zwrot może zrobić karierę tu na Ziemi, gdy go rozreklamujemy.
Przykro mi nie będę go reklamować. Dla mnie jest on bez sensu. Ale chętnie pokibicuję, bom ciekawa jest Waszych dalszych działań. Ankieta chyba nie jest jednorazową akcją?
Widząc wyniki ankiety - chętnych nie zabraknie.”
Te kilkanaście osób? No to zajmie Wam to jakieś kilkaset lat?
DO BASI
”Czy powinnam już zacząć ubolewać, że nie jestem doświadczona i w ogóle nie mogę mówić o „byłym mężu”?
Kochana, Ty powinnaś się cieszyć, a nie ubolewać!!!!
„I dzięki za tak „wyczerpującą” wypowiedź, tylko wytłumacz mi o co w niej tak naprawdę chodzi?
Straciłam wątek”
Zauważyłam. Ja na Twoim miejscu przeczytałabym jeszcze przynajmniej raz, może dałoby się wtedy go znaleźć.
DO KASI
Brawo, Kasiu, Ty nie straciłaś wątku, nawet go podjęłaś, odpowiadając na post Wita.
DO BASI PONOWNIE
”Nie mam nic do powiedzenia o "byłym mężu". Nawet "byłą żoną" jeszcze nie byłam.”
A ta uparta. Basiu, Ty masz się cieszyć, że nie byłaś.
”Kto wie co przede mną jeszcze?”
A uchowaj Panie Boże Basię przed takimi „doświadczeniami” jak nasze.
Basiu, coraz bardziej niepokoję się o Ciebie. Czyżby „zaszerzyłam” w Tobie mentalność rozwodową?!
DO CA
”No i oczywiście myślę tu o tych zdradzonych, którzy mają świadomość nierozerwalności małżeństwa zawartego sakramentalnie, bo jakże często zdarza się, że osba, której małżeństwo formalnie sie rozpadło, rozbija kolejne.”
Tak, mam świadomość. O Matko!!! Rozbijam już jakieś małżeństwo?!
„I chciałam dodać, że są katolicy, którzy na śluby cywilne zdradzaczy nie chodzą.”
Nieliczne wyjątki. Wyjątki potwierdzające regułę?
DO ANI
Z przyjemnością przeczytałam etymologię wyrazu „małżeństwo”. Fajne.
DO SOBKA
„Odnoszę czasem wrażenie,że niektóre osoby piszące tu na forum traktują swoje małżeństwa jakby to było"COŚ" co można traktować w ten sposób jak niegdyś śpiewała Kasia Sobczyk"...jesteś to jesteś a jak cię nie ma to też niewielki kram..."
O rany! A gdzie Ty to wyczytałeś?! Jeśli między linijkami, no to źle odczytałeś.
„Jak więc można mówić o swoim mężu,który żyje"moj były mąż".
Można. A jak? Ja raczej cicho i ze wstydem.
„Do zawarcia związku małżeńskiego trzeba DOJRZEĆ.”
Widocznie nie dojrzałam. A co miałam dojrzeć?
„Ja wiem,że nieraz niewiele da się zrobić"DLA DOBRA SPRAWY"ale kobieta w której widać jakby "część MARYJI"(jak twierdzi o.JAN GÓRA)nie miała większego wpływu na atmosferę rodziny.”
Czytam i czytam i nie rozumiem. A nie chcę się domyślać.
„Przepraszam za ten długi"wykład"
Nie przepraszaj, przyłącz się do dyskusji. I pomyśl: „co przede wszystkim sprzyja mentalności rozwodowej?” i co można zrobić. Tylko już proszę nie pisz o "byłym mężu". Tu temat już rozwałkowaliśmy.
„Ale NAPRAWDĘ WARTO PRÓBOWAĆ UZDRAWIAĆ MAŁŻEŃSTWO.SZCZĘŚĆ BOŻE!”
Czy ktoś na forum twierdzi inaczej?
POZDRAWIAM WSZYSTKICH HURTEM I KAŻDEGO Z OSOBNA
Chce Wam się jeszcze ?
Olusia- AMEN!!!!
Dla rozwiedzionego i zdradzonego wypowiedzenie "mój były mąż" w urzędzie czy tam, gdzie trzeba udzielic informacji jest jak strzała prosto w serce. Ból i wstyd nie do opowiedzenia . Szczególnie świeżo po rozwodzie. Jestesmy wśród wierzących . Oczekujemy współczucia i wspólnego preżywania tragedii, tak, jak to mówi Ewangelia, żeby opłakiwac stratę razem z cierpiącym (teraz nie mogę znaleźc tego cytatu).
A szerzyć Ewangelię czyli miedzy innymi propagowac swoje podejście do rozwodów to mamy wśród niewierzących , bo tu wszyscy jesteśmy jednego ducha. Jak ktoś ma tyle siły i czasu, żeby argumentować długim tekstem każde użyte przez nas słowo to znaczy, że się tu marnuje GDYŻ
Mk 16, 15 "Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu"
PS A osoba, która nie przeżyła rozwodu i rozstania - przepraszam bardzo - nie powinna sie wypowiadać w tej dyskusji bo nie ma pojęcia o czym się mówi nawet jak ma dużą wyobraznię.
http://www.raznazawsze.pl/content/view/23/13/ -polecam
Umówmy się, że nie musimy wchodzić do pożaru, narażać swoje życie, żeby powiedzieć komuś bliskiemu o niebezpieczeństwie płomieni, tudzież odmówić wręczenie osobie nieodpowiedzialnej zapałek (szczególnie jak np. w lesie jest susza)
Jest takie przysłowie - "co w sercu, to i w mowie"
No to Olu2
Mam do Ciebie kilka pytań....
Czy ty aby czytasz po sobie co piszesz na tym forum?
Czy wiesz, że to zupełnie mija się z celem, jeśli swój ból i swoje żale „przelewasz” na „cały świat”, mieszając w problemach innych aby odsunąć uwagę od siebie?
Czy aby wiesz ,że małżeństwo to JEDNO CIAŁO i również Ty jesteś za nie odpowiedzialna – jesteś odpowiedzialna za męża?
Czy wybaczyłaś swojemu mężowi a jeśli jeszcze nie to czy masz dobrą wolę aby wybaczyć?
Czy wiesz o tym, że gdy pragniesz ratować małżeństwo, to tą „naprawę i odbudowę” trzeba zacząć od siebie?
Czy pragniesz aby Twój mąż wrócił?
Czy zgadzasz się z tym, że każdy w kryzysie ponosi jakaś cześć winy?
"Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy" (1J 1,8).
Czy wiesz o tym, że nasze czyny i słowa odzwierciedlają to co nosimy w sercu?
„Poznacie ich po ich owocach” (Mt 7, 16).
Czy dawanie fałszywego świadectwa ("mój były mąż" lub w innej sprawie) o swoim małżeństwie innym (a tym bardziej mężowi) nie jest oszustwem, które rozbija więź małżeńską a innym daje zły przykład, który może rozzuchwalać do tego aby postępować tak samo?
“Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy ten i w wielkiej nieuczciwy będzie.” (Łk 16,10)
Na te pytania odpowiedz sama sobie w swoim sercu, bo być może jeśli sama nie jesteś gotowa sobie pomóc to nikt nie da rady Ci pomóc.
Pozdrawiam
Uuuuuuuuuuuuu, Basia, ale pojechałaś Ja odbieram to jako personalny atak na Olę i nie podoba mi się to wcale
Niechciany rozwód, jeśli = Wysoki sądzie zgadzam się na rozwód =>koszmar totalny
Nie rozumiem Kasiu...
Kasiu,
Nie mów hop, bo możesz zostać okrutnie doświadczona...
Czy masz 100% pewności, że wiesz jak zachowasz się w sądzie?
wielu łamało się w chwili próby - nawet św. Piotr
więc odpuść sobie tą krytykę, więcej Miłości...
Grażynko, chodzi o to, żeby nie tylko Basia, Ty, Ja nie doświadczyła tego właśnie tego, żeby każdy przed czy po wyroku: Rozwód, był wiernym do końca. Wtedy to zwycięstwo, myślę
P.S. Co to znaczy być "okrutnie doświadczonym?" Aniu? Masz jakiś szablon, że to czy tamto jest okrutne? Bo wiesz, to co przeżyłam lekkie nie było i nie jest uwierz mi.
P.S. II Ćwiczenie czyni mistrza, więc jak się będzie wiernym w rzeczach drobnych, Bóg da Łaskę też przed Wysokim Sądem. Biorę taką ewentualność pod uwagę, jeśli będzie taka Wola Boża będę poddana także i tej próbie.
A wiesz dlaczego powiem NIE? BO BARDZO KOCHAM SWOJEGO OBECNEGO FOR EVER MĘŻA.
no to gratuluję serdecznie i z całego serca
wygląda na to, że jesteś lepsza od św. Piotra, który przecież kochał Chrystusa, ale zaparł się Go i to trzykrotnie...
bo jego historia ma nas czegoś nauczyć...
podobnie jak Droga Krzyżowa i upadki
a właśnie okrutnym doświadczeniem może być słabość i niezdolność do powiedzenia NIE przed sądem
Elżbieto, weź pod uwagę, że Św. Piotr nigdy nie brał pod uwagę zaparcia się.
Aniu, mam nadzieję, że też to masz na uwadze.
Nie wiemy co brał pod uwagę, a co nie brał, Kasieńko.
Był człowiekiem, jak my.
Z Ew. wg. Św. Łukasza "Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; 32 ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony* utwierdzaj twoich braci». 33 On zaś rzekł: «Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć». 34 Lecz Jezus odrzekł: «Powiadam ci, Piotrze, nie zapieje dziś kogut, a ty trzy razy wyprzesz się tego, że Mnie znasz».
Kasia ! Dobrze, że przytaczasz ten fragment.
Jest niesamowity.
Pomyślałam sobie, że jeśli ja o nim zapomniałam, to tysiące ludzi może o nim zapomnieć.
Każdy ma własną drogę do Pana Boga, każdy ma własne sumienie oraz każdy ma własne relacje z Bogiem.
Można pisać, rozważać, rozmyślać, ale myślę, że - tak jak ksiądz Marek Dziewiecki w czacie napisał - resztę omawiaj ze swoim spowiednikiem - i to jest dobra droga - bo każdego indywidualna, jedyna, niepowtarzalna, kształtuje własne sumienie.
Samowychowywanie się następuje właśnie tam, podczas sakramentu pokuty i pojednania.
Dzięki Bogu! Każdy ma swoją drogę, a każda inna.
Każde więc zdanie, które padło w tym wątku jest ważne.
Wito! Do zawarcia związku małzeńskiego potrzebna jest RÓWNIEŻ ZGODA OBU STRON.Mówienie "mój były mąż"oraz"moja była żona" SPRZYJA SZERZENIU SIĘ MENTALNOŚCI ROZWODOWEJ(o to przecież chodziło w pytaniu). Olu2! Mam wrażenie(czytając Twoją wypowiedż),że naprawdę NIE DOJRZAŁAŚ DO MAŁŻEŃSTWA. Mężczyzna jest głową rodziny a kobieta jest SŁOŃCEM nad tą głową. Pisałem o Maryji dlatego,że zanim została MATKĄ SYNA BOŻEGO to była taką kobietą jak WY wszystkie tylko żyła w innych warunkach niż dzisiaj(nie miała takich wygód jak dziś).Każda KOBIETA nosi w sobie coś co miała MARYJA(pobożność,duchowość ,prawdziwą miłość,gotowość służenia innym itd.)zasługując w ten sposób na SZACUNEK.Olu2.Albo zostałaś czmś bardzo zraniona w życiu,albo Twój charakter nie pozwala abyś była zdolna do pewnych ustępstw w małżeństwie.Pisałem o tej piosence(Kasi Sobczyk)bo chciałem w ten sposób porównać spojrzenie niekórych osób na małżeństwo. Tytuł piosenki brzmi:"Omnie się nie martw ja sobie radę dam".Chciałbym Olu2 w jakiś sposób "zamienić" parę słów z Twoim mężem(najlepiej na pw.).Ja też mam ciężko nieraz żyć w związku małżeńskim,który liczy prawie28lat. Jak wiele przykrych i wesołych chwil dane było mi przeżyć...Małżeństwo to bardzo trudne powołanie.Jest jednak okres przed jego zawarciem,który jest BARDZO WAŻNY dla przyszłego związku.Trzeba go dobrze wykorzystać.Przede wszystkim dla dobrego wzajemnego POZNANIA SIĘ.Potem jest już czasami tak jak tu piszecie. Pozdrawiam serdecznie.
Sobek nie obraź się ale mówisz jak moja żona z którą przed chwilą rozmawiałem. Dle Niej "nie kocham cie" jest wystarczajacym powodem by złożyć pozew o rozwód. I nie docierają do niej żadne argumenty.
CZYTAJ o czym piszę - o konkretnych sytuacjach.
Mówiąc "była żona/mąż" obrażam Boga i wiernych mał
Mój mąż został tatusiem
Szczęśliwy piątek, trzynastego :)
POWSTANIE
MAM OCHOTE ZROBIC MEZOWI NA ZLOSC, ZEMSCIC SIE
Separacja - czy oznacza koniec? -cz. 4
ROMANSE I ... FINANSE
Historia ABC
krzywda i przebaczenie
Czy możemy oddać swoje dziecko, męża, żonę Bogu ?
Oj wiele mam pytan,zeby było dobrze!!!
historia jakich wiele
Dwie twarze tego samego mężczyzny
o umieraniu miłości - cz. 1
Evra
Pakiet tematów z grup dyskusyjnych ^^ Index
Linki,